Anatol Gotfryd

Anatol Gotfryd
Anatol Gotfryd na ławce w ogrodzie w swojej wilii w Berlinie, 4.4.2018

Info

„Miałem w życiu niesamowite szczęście” – przyznaje Anatol Gotfryd, słynny berliński dentysta, jako dziecko uratowany z Holocaustu.

Pisarz, miłośnik sztuki i przyjaciel artystów od 1958 roku mieszka z żoną Danutą w Berlinie.

Lage im Atlas der Erinnerungsorte

Anatol Gotfryd urodził się 3 października 1930 r. w Jabłonowie – małym miasteczku na południowo-wschodnich Kresach (dzisiejsza Ukraina). W II Rzeczypospolitej region ten stanowił mozaikę kultur, tworzoną przez Polaków, Żydów, Ukraińców, Niemców i Węgrów. Wielokulturowość odległej polskiej Galicji ukształtowała go - stwierdził w wywiadzie dla COSMO Radio po polsku w 2018 roku.[1]

Wychowywał się w zamożnej rodzinie żydowskiej. Rodzice ze strony matki przenieśli się spod Wiednia do Galicji. Miał zaledwie dwa lata, kiedy zmarł jego ojciec – zaraził się prosówką gruźliczą od jednego z pacjentów. Decydujące lata dzieciństwa Tolek spędził u kochających dziadków. Rodzina pielęgnowała tradycje żydowskie, choć w domu rozmawiano po polsku. Dzieci otrzymały solidne wykształcenie i znajomość języków, które dały im szansę wyjścia w świat. 

W 1938 r. Tolek przeprowadził się do pobliskiej Kołomyi. Mieszkała tam jego matka,  która ponownie wyszła za mąż. Kołomyja w owym czasie była siedzibą powiatu i tętniła życiem. Połowę mieszkańców miasta stanowili Żydzi. Rok później pozornie bezpieczną sielankę galicyjskiego świata przerwało wkroczenie Armii Czerwonej, dwa lata później – niemiecka okupacja. 18 tysięcy Żydów w Kołomyi zamknięto za murami getta, w tym rodzinę Anatola Gotfryda. 

Jesienią 1942 r. Niemcy przeprowadzili deportacje ludności żydowskiej do obozu zagłady w Bełżcu, w którym wymordowano około 450 tysięcy osób. W jednym z wagonów bydlęcych znalazł się również 12-letni Tolek oraz jego rodzina. Warunki transportu były wprost nieludzkie. Wiele osób zmarło  w przepełnionych wagonach z powodu upału, braku wody i pożywienia. „Tego dnia po raz pierwszy płakałem. Miałem wielkie szczęście, ponieważ dostałem się do wagonu jako jeden z ostatnich”– wspomina w powieści autobiograficznej „Niebo w kałużach”.[2] Chłopcu przypadło miejsce w pobliżu nieszczelnych drzwi, dzięki czemu miał czym oddychać. Kiedy jeden z sąsiadów przepiłował kratę w otworze wentylacyjnym, Tolek wyskoczył z jadącego pociągu, w ślad za matką i ojczymem. Podczas ucieczki został złapany przez ukraińskiego policjanta. Tu po raz kolejny miał szczęście – policjant puścił go wolno. 

Po udanej ucieczce z transportu do Bełżca Tolek wraz z rodzicami dotarł do Lwowa, gdzie otrzymał nową tożsamość. Do końca wojny podawał się za katolickiego chłopca – Romana Czerwińskiego. Pozwalał mu na to aryjski wygląd i umiejętność posługiwania się polszczyzną. Niemiecką okupację i Powstanie Warszawskie przeżył dzięki pomocy Polaków, Ukraińców i Niemców. 

W hołdzie dla nich, 60 lat później, napisał autobiograficzną powieść „Der Himmel in den Pfützen. Ein Leben zwischen Galizien und dem Kurfürstendamm”, wydaną w Niemczech w 2005 roku przez Wjs Verlag. W Polsce książka ukazała się 6 lat później w wydawnictwie Czarna Owca pt. „Niebo w kałużach” (tłumaczenie Katarzyny Weintraub).

 

[1] COSMO, Radio po polsku, 2018, https://www1.wdr.de/radio/cosmo/programm/sendungen/radio-po-polsku/ludzie/anatol-gotfryd-100.html

[2] A. Gotfryd, Niebo w kałużachCzarna Owca 2011, s. 87

 

„Myślałem dużo o ludziach, którzy aby ratować innych, narażali swoje życie. Dlaczego Bukowiecka przyjęłą do siebie cztery osoby? Z całą pewnością nie dla pieniędzy (...). Myślę, że była to mieszanka przekornej szelmowskiej zuchwałości, żądza przygód i – jak u Storoszczakowej – spontanicznej gotowości do niesienia pomocy”. [3] Bukowiecka, właścicielka knajpy nad Wisłą, ukrywała chłopca i jego krewnych przez 5 miesięcy w małym pokoju na warszawskim Mokotowie. Natomiast dzięki Storoszczakowej Tolek znalazł schronienie u polskich chłopów, którym pomagał w gospodarstwie. Mieszkał nawet u zastępcy szefa niemieckiej policji we Lwowie, zaprzyjaźnionym z córką Storoszczakowej.

Po zakończeniu wojny Anatol Gotfryd nie mógł wrócić w rodzinne strony. Kołomyja i Jabłonów należały do Związku Radzieckiego. Dotarł do Lublina, gdzie znalazł schronienie w punkcie zbornym Żydów ocalałych z Holocaustu – Domu Pereca. Tam zarabiał pierwsze pieniądze, handlując na rynku papierosami. Wkrótce odnalazł rodziców, których wysiedlono z Kresów Wschodnich i zamieszkał z nimi w Katowicach. Uczęszczał do gimnazjum im. Mikołaja Kopernika. 

Życiowy fart pozwolił mu na kontynuację nauki w technikum dentystycznym we Wrocławiu, do którego spóźnił się na egzaminy wstępne. Rozpoznał go jeden z byłych mieszkańców Domu Pereca, który okazał się przewodniczącym komisji egzaminacyjnej i wpisał go na listę uczniów. Anatol Gotfryd zamieszkał w internacie żydowskim na ulicy Oławskiej, utrzymywanym przez amerykańskie organizacje pomocowe. Został członkiem zarządu samorządu szkolnego, ale kiedy placówkę przejęły władze komunistyczne, musiał się stamtąd wyprowadzić. 

W październiku 1951 roku rozpoczął studia stomatologiczne na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu. Wybrano go na rzecznika studentów pierwszego semestru. Na uczelni poznał Danutę Rotkiewicz, która kilka lat później została jego żoną. W 1955 roku oboje otrzymali dyplomy ukończenia studiów. 

Ojciec Danuty był zawodowym oficerem i służył w Twierdzy Brzeskiej. Zginął we wrześniu 1939 roku przy jej obronie, kiedy Danuta miała zaledwie 5 lat. Dziewczynka miała szczególnie intensywną relację z ojcem i w pamięci zachowała wspólne zajęcia w ogrodzie. W obawie przed wywózką na Syberię, Danuta uciekła z matką do Włodawy. Po wojnie zamieszkała na Śląsku. 

Pierwsze zatrudnienie tych dwoje absolwentów stomatologii znalazło w Katowicach – Danuta jako dentystka szkolna, Gotfryd w państwowym ambulatorium. Nie widząc dla siebie perspektyw w komunistycznej Polsce, postanowili wyemigrować do Kanady. Kiedy bezpośredni wyjazd okazał się niemożliwy, zdecydowali się na poczatkową emigrację do Berlina Zachodniego. Półtora roku zajęło im kompletowanie dokumentów i funduszy. Krewni zebrali dla nich 1000 dolarów, którymi przekupili Milicję Obywatelską i uzyskali ostateczne zazwolenie na wyjazd. 

24 maja 1958 r. Danuta i Anatol Gotfrydowie wysiedli na dworcu Lichtenberg w Berlinie Wschodnim. Nie przypuszczali, że miasto stanie się ich domem na kolejne 60 lat. Początkowo zatrzymali się u krewnych w willowej dzielnicy Berlina Zachodniego - Grunewald.

 

[3] A. Gotfryd, Niebo w kałużachCzarna Owca 2011, s. 116 

 

Dlaczego zdecydowali się na wyjazd do Niemiec? W wywiadzie dla COSMO Radio po polsku, Anatol Gotfryd tłumaczył:„Nie miałem w sobie wrogości do Niemców. SS czy Gestapo nie oznaczało dla nas całego narodu niemieckiego. Część mojej rodziny pochodzi z Austrii i wyrosła w tym języku, więc ta kultura nie była nam obca. Mieliśmy bardzo dużo przyjaciół wśród Niemców i zaraz po wojnie rodzina odnowiła z nimi kontakt. W naszym wyjeździe do Berlina nie było nic egzotycznego”.[4]

Gotfrydowie uczęszczali na kursy języka niemieckiego oraz pracowali „na czarno” w gabinetach stomatologicznych, borykając się z niemiecką biurokracją. Prawo wykonywania zawodu stomatologa wiązało sięz uzyskaniem pozwolenia na pobyt i pracę, a to w przypadku cudzoziemców z Europy Wschodniej było wyjątkowo trudne. Planując otwarcie przewodów doktorskich, Gotrfydowie zapisali się jako wolni słuchacze do Kliniki Stomatologii i Chirurgii Szczękowej przy Wolnym Uniwersytecie w Berlinie.

Dobra passa powróciła kilka mięsięcy po przyjeździe do Berlina. Anatol Gotfryd dowiedział się, że armia amerykańska szuka stomatologów i nie wymaga od lekarzy zezwoleń na pracę. Zgłosił się do kwatery głównej USA na Clayallee i zdał praktyczny egzamin zawodowy. Małżeństwo z Polski zostało zatrudnione w szpitalu wojskowym Dental Clinic w randze podporuczników (ang. Lieutenant). 

Dla młodych emigrantów był to los wygrany na loterii. Praca dla armii amerykańskiej oznaczała dobre zarobki i wiele przywilejów. Codziennie na lekarzy czekały świeże fartuchy i specjalne płaszcze, przeznaczone na wyjścia do kantyny, gdzie serwowano obfite posiłki. Do dyspozycji mieli „chłopca na posyłki”. Poza tym, jako członkowie armii amerykańskiej mogli robić zakupy w sklepach PX (Post Exchange), oferujących towary importowane z USA. 

Anatol pracował w klinice przez rok, Danuta przejeła jego miejsce i leczyła tam jeszcze 4 lata. Zatrudnienie w szpitalu wojskowym było ważnym etapem w życiu zawodowym stomatologów. Od Amerykanów nauczyli się przede wszystkim organizacji pracy. „Organizacja Dental Clinic, jej sprawność i hojność w obchodzeniu się zarówno z czasem, jak i z materiałem były w Europie okresu powojennego czymś niezwykłym”[5]– wspomina Anatol Gotfryd. Prawie co tydzień w szpitalu odbywały się wykłady i prezentacje nowych metod leczenia, prowadzane przez specjalistów ze Stanów Zjednoczonych.

W latach 1949–90 zachodnia część Berlina była podzielona na sektory, kontrolowane przez aliantów francuskich, brytyjskich i amerykańskich. To oni nadawali ton miastu. Życie zawodowe i prywatne Gotfrydów kształtowały kontakty z Amerykanami. Byli zapraszani na huczne „parties”, pojawiali się w popularnym klubie oficerskim Harnack-Haus, w centrum kultury francuskiej Maison de France oraz w Wyższej Szkole Sztuki HdK.

 

[5] A. Gotfryd, Niebo w kałużachCzarna Owca 2011, s. 214

 

W 1959 roku Anatol Gotfryd został asystentem w Klinice Stomatologii i Chirurgi Szczękowej przy Wolnym Uniwersytecie w Berlinie. Życiowe szczęście go nie opuszczało. Jako docentowi przyznano mu status urzędnika państwowego. Kiedy okazało się, że obcokrajowcom status ten nie przysługuje, a jednocześnie nie można go anulować, Gotfryd natychmiast otrzymał niemieckie obywatelstwo. Po niespełna dwóch latach od przyjazdu do Berlina stał się pełnoprawnym niemieckim urzędnikiem. 

Polak żydowskiego pochodzenia był na berlińskiej uczelni zjawiskiem wyjątkowym i budził zainteresowanie kadry akademickiej. Od wojny minęło zaledwie kilkanaście lat, część starszych docentów służyła wcześniej w armii hitlerowskiej. Nie ułatwiało to kontaktów z kolegami. W rozmowie z Agnieszką Drotkiewicz dla „Dwutygodnika” z marca 2011 roku Anatol Gotfryd przyznaje: ”Wśród nich byłem trochę jak zwierzę, które jeszcze niedawno było ścigane. Miałem trudności z tym, żeby się dobrze porozumieć i być w serdeczniejszych stosunkach ze starszymi ode mnie lekarzami, więc trzymałem pewien dystans.” [6]

W 1962 roku Gotfrydowie otworzyli własny gabinet stomatologiczny. Podjęcie decyzji o własnej działalności przyspieszyły nowe regulacje obowiązujące w amerykańskim szpitalu: do leczenia w klinice kwalifikowali się wyłącznie wojskowi, a nie – jak wcześniej – również członkowie rodzin. To umożliwiło Gotfrydom przejęcie pacjentów do nowo otwartego gabinetu. Praktyka znajdowała się przy Lehniner Platz, kilka metrów od ekskluzywnego i tętniącego życiem bulwaru Kurfürstendamm. Tuż obok mieściły się eleganckie butiki, kina, kluby i restauracje, później także słynny teatr Schaubühne. 

Początkowo pacjentami Gotfrydów byli głównie Amerykanie, stopniowo zaczęli pojawiać się artyści. Jednym z pierwszych był Samuel Beckett. Przyjaciołom, artystom i pacjentom Anatol Gotfryd zadedykował swą drugą książkę pt. "Der Himmel über Westberlin. Meine Freunde, die Künstler und andere Patienten" (Quintus Verlag, 2017), w której zawarł wiele anegdot z życia artystycznego Berlina. U Gotfrydów leczyli się m.in. Günter Grass, Nena, Rainer Werner Fassbinder, George Tabori, Peter Zadek, Marika Rökk, Rebecca Horn, Markus Lüpertz, Katharina Thalbach, Harald Juhnke i wielu innych.

Na zapleczu gabinetu Gotfrydowie urządzili salonik dla przyjaciół. Goście wpadali na espresso i pogaduszki, rysowali, czytali gazety, przeglądali katalogi. W specjalnym albumie zostawiali wpisy i rysynki – nierzadko prawdziwe dzieła sztuki. W ten sposób powstał dokument epoki, obrazujący ponad 40 lat berlińskiej kultury. Pamiątki po sobie pozostawili m.in. Marina Abramović, Heinz Otterson, Daniel Buren, Allan Kaprow, Rebecca Horn, Roman Opalka, Zbigniew Herbert, Gotthard Graubner, Gerd Rohling, Maria Lassnig, Heinz Trökes, Franz Gertsch, Sławomir Mrożek i Jurek Becker.

Podział pracy w gabinecie Gotfrydów był klarowny. Danuta zajmowała się chirurgią szczękową, paradontologią oraz stomatologią dziecięcą, Anatol – protetyką oraz stomatologią zachowawczą. „Do dziś spotykam zadowolonych pacjentów, którym przed 45 laty robiliśmy protezy zębowe. Jak mnie widzą, to chcą je wyjąć i pokazać”– śmieje się Anatol. Dodaje, że dziś wykonanie tak precyzyjnej protezy z elementami ze złota byłoby zbyt kosztowne. Jako pierwsi w Niemczech Gotrfydowie oferowali profesjonalną profilaktykę stomatologiczną. Pacjenci zachwyceni byli bezbolesną metodą aplikowania zastrzyków. Zdarzało się, że zrelaksowani zasypiali w fotelu”- wyznaje Anatol Gotfryd. Ogromną wagę dentyści przywiązywali do właściwej organizacji pracy. Jeśli zaistniała potrzeba, na leczenie jednego pacjenta poświęcali cały dzień. 

Gabinet Gotfrydów był nowocześnie urządzony. Nie posiadał wydzielonych pomieszczeń, przestrzeń była otwarta. Zachwyt wzbudzał pierwszy w Europie fotel stomatologiczny, rozkładany do pozycji leżącej, który Gotfrydowie sprowadzili z USA. Para dbała też o stały rozwój zawodowy. Podczas urlopów Anatol zatrudniał się w znanych gabinetach stomatologicznych w Europie, by poznawać nowe metody leczenia. Pracował m.in. u ikony światowej stomatologii, profesora Federico Singera, we włoskim Merano. Danuta ukończyła studia psychoterapeutyczne, by lepiej rozumieć zachowania i lęki pacjentów. 

Gabinet stomatologiczny przy Lehniner Platz świetnie prosperował. Gotfrydowie byli nie tylko wybitnymi fachowcami w dziedzinie stomatologii, przyciągali pacjentów także osobowością i walorami towarzyskimi. Obydwoje są osobami niezwykle ciepłymi, pogodnymi, ciekawymi świata i ludzi. Zarażają optymizmem. Nic dziwnego, że wielu pacjentów zostało ich przyjaciółmi. 

W 1967 r. Gotfrydowie zamieszkali w willowej dzielnicy Zehlendorf. W ich domu spotykała się śmietanka towarzyska artystycznego Berlina. W każdy poniedziałekorganizowali kolacje połączone z grą w bilard oraz szachy, które są ogromną pasją Anatola Gotfryda. Na przyjęciach pojawiali się m.in. Boris Blacher, kompozytor i rektor Berlińskiej Wyższej Szkoły Muzycznej, Markus Lüpertz,malarz i rzeźbiarz, Werner Düttmann, architekt i późniejszy rektor Akademi Sztuk, Michael Haerdter, sekretarz prezydium Akademii Sztuk i założyciel Künstlerhaus Bethanien. Ponadto Anatol Gotfryd przyjaźnił się z Peterem Nestlerem, szefem Niemieckiej Centrali Wymiany Akademickiej DAAD, Jürgenem Schnitthelmem, założycielem Schaubühne, z którym mieszkali przez 28 lat w tym samym domu oraz Alexandrem Dückersem, dyrektorem Kupferstichkabinett. Gotfryd partie szchowe chętnie rozgrywał z George‘em Taborim, węgierskim dramaturgiem żydowskiego pochodzenia. 

Ważne miejsce w życiu Gotfrydów zajmowali nie tylko artyści, ale i sama sztuka. Instytucje kulturalne Berlina Zachodniego stały się ich drugim domem. Anatol Gotfryd zasiadał w gremiach decyzyjnych Kuratorium Stowarzyszenia Przyjaciół Galerii Narodowej i Towarzystwa Grafiki w Berlinie, był również współzałożycielem i wiceprezesem Stowarzyszenia Przyjaciół "Kupferstichkabinet". 

W 1972 roku Gotfrydowie kupili dworek w stylu angielskiego Landhausu w Berlinie-Nikolassee, zaprojektowany i wybudowany przez pruskiego architekta Hermanna Muthesiusa. „Dzięki konserwatorom zabytków z Poznania uratowaliśmy ten dom. Inaczej zostałby zburzony” – tłumaczy Anatol Gotfryd. Miłośnik sztuki najbardziej w architekturze ceni proporcje, a tym właśnie charakteryzuje się willa Muthesiusa z początku XX wieku.

 

Dla Danuty ważne jest powiązanie funkcji pomieszczeń z ogrodem, bowiem przyroda stanowi jej największą pasję. Przez kilka lat zwiedzała ogrody w Anglii, by odtworzyć w Berlinie ogród w stylu angielskim. Jej zdaniem, sztuka ogrodowa polega na tym, by ogród o każdej porze roku wyglądał atrakcyjnie. Urząd Ochrony Zabytków przyznał Danucie Gotfryd  medal za utrzymanie ogrodu zgodnie z założeniami stylu. Architekt Günter Mader umieścił go w książce o architekturze ogrodowej i krajobrazowej XX w. w Niemczech. „Jak się wyjeżdża do obcego kraju, to trzeba mieć kawałek własnej ziemi, żeby czuć się trochę jak w domu. To jest powiązanie ze światem.” – wyznaje Danuta Gotfryd. 

Przez lata emigracji Gotfrydowie nie stracili kontaktu z Polską i językiem polskim. Chętnie gościli u siebie polskich intelektualistów, przyjeżdżających do Berlina. Mieszkał u nich wraz z żoną Zbigniew Herbert. Serdeczna przyjaźń łączyła ich ze Sławomirem Mrożkiem, którego odwiedzali również w Paryżu. Podejmowali u siebie Stanisława Lema, Władysława Bartoszewskiego, Ryszarda Kapuścińskiego, Romana Opałkę. W 1994 roku Anatol Gotfryd zorganizował wystawę Romana Opałki w Galerii Narodowej w Berlinie.

Legendarny gabinet polskich stomatologów działał do 2000 roku. Tolek, jak do dziś nazywają go przyjaciele, po przejściu na emeryturę postawił sobie kolejny cel – ocalić od zapomnienia osoby, które spotkał na swojej drodze. Z dentysty stał się pisarzem i z sukcesem wydał dwie powieści autobiograficzne. Dopiero w nich wyjawił, że ledwo uszedł z życiem podczas prześladowań nazistowskich. Nigdy nie lubił o tym opowiadać. „Fakt bycia ściganym zwierzęciem miał bowiem w sobie coś poniżającego i intymnego”. [7] Spotkania autorskie w Berlinie przyciagają tłumy czytelników, przyjaciół i byłych pacjentów. 

Mimo 60 lat spędzonych w Berlinie, Anatol Gotfryd posługuje się nienaganną polszczyzną, choć książki woli pisać po niemiecku. Wyjatkową łatwość przyswajania języków wyniósł – jak twierdzi – z Galicji. Jako dziecko nauczyłem się kilku języków automatycznie: polskiego, ukraińskiego, żydowskiego. W domu rodzice mówili częściowo po niemiecku. Znajomość języków wyssałem z mlekiem matki. Multikulti mnie ukształtowało” – dodaje. 

Wielokulturowe i kosmopolityczne środowisko Gotfrydowie znaleźli również w Berlinie, co z pewnością ułatwiło integrację i życie na obczyźnie. Anatol tęskni czasem za „odległą polską Galicją”, ale zdecydował, że nigdy tam nie powróci. Mógłby nie odnaleźć świata, który zachował w pamięci. Atmosferę dzieciństwa odnalazł we włoskiej Ligurii, gdzie wraz z żoną spędzają połowę roku. 

Danuta i Anatol Gotfryd są małżeństwem od ponad 60 lat.„Jesteśmy całkowicie różni. Ja myślę brzuchem, natomiast Danka – głową. Ale wszycy, ktorzy nas znają, myślą, że jest odwrotnie”. [8] Pytani o receptę na udany związek stawiają na zaufanie, wolność i indywidualizm. Dzięki temu, że zawsze mają odrębne zdanie, nie nudzą się ze sobą. Każdego ranka Anatol przynosi żonie herbatę do łóżka i czyta na głos książki. Zgodnie przyznają, że sztuka i literatura zawsze tworzyły ich świat równoległy.

 

Monika Sędzierska

 

[7] A. Gotfryd, Niebo w kałużachCzarna Owca 2011, s. 175

[8] Ibidem, s.194

 

Mediathek zum Thema

Bilder
Video
Audio

Teilen

Anatol Gotfryd, 2018 r.
Anatol Gotfryd, 2018 r.
Anatol Gotfryd, 2018 r.
Anatol Gotfryd, 2018 r.
Anatol Gotfryd, 2018 r.
Anatol Gotfryd na ławce w ogrodzie w swojej wilii w Berlinie, 4.04.2018 r.
Dom Gotfrydów w Berlinie, 2018 r.
Dom Gotfrydów w Berlinie
Dom Gotfrydów w Berlinie (willa Muthesiusa), 4.04.2018
Anatol Gotfryd w domu w Berlinie (willa Muthesiusa)
Anatol Gotfryd w domu w Berlinie (willa Muthesiusa)
Anatol Gotfryd w domu w Berlinie (willa Muthesiusa), 4.04.2018
W studiu RBB COSMO Radio po polsku
W studiu RBB COSMO Radio po polsku
Anatol Gotfryd w studiu RBB COSMO Radio po polsku, 5.02.2018
Spotkanie autorskie w Buchhändlerkeller, Berlin 2018 r.
Spotkanie autorskie w Buchhändlerkeller, Berlin 2018 r.
Anatol Gotfryd podcczas spotkania autorskiego w Buchhändlerkeller w Berlinie 4.03.2018
Okładka pierwszej książki autobiograficznej
Okładka pierwszej książki autobiograficznej
Okładka pierwszej książki autobiograficznej wydanej w 2005 r.
Okładka polskiego wydania pierwszej książki autobiograficznej
Okładka polskiego wydania pierwszej książki autobiograficznej
Okładka polskiego wydania pierwszej książki autobiograficznej wydanej w Polsce w 2011 r.
Z drugiej książki autobiograficznej
Z drugiej książki autobiograficznej
Z drugiej książki autobiograficznej, fotografie z Warszawy w 1993 r.
Z drugiej książki autobiograficznej
Z drugiej książki autobiograficznej, z Haraldem Juhnke
Z drugiej książki autobiograficznej, z Haraldem Juhnke
Z drugiej książki autobiograficznej, z Peterem Zadkiem w Berlinie
Z drugiej książki autobiograficznej, z Peterem Zadkiem w Berlinie
Z drugiej książki autobiograficznej, z Peterem Zadkiem w Berlinie w 2006 r.
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Heinz Otterson
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Heinz Otterson
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Heinz Otterson
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Armando
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Armando
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Armando
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Daniel Gogel
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Daniel Gogel
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Daniel Gogel
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Johannes Grützke
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Johannes Grützke
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Johannes Grützke
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Dorothy Iannone
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Dorothy Iannone
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Dorothy Iannone
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Milan Knížak
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Milan Knížak
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Milan Knížak
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Maria Lassnig
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Maria Lassnig
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Maria Lassnig
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Eduardo Paolozzi
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Eduardo Paolozzi
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Eduardo Paolozzi
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Rebecca Horn
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Rebecca Horn
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Rebecca Horn
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: George Rickey
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: George Rickey
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: George Rickey
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Gerd Rohling
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Gerd Rohling
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Gerd Rohling
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: George Tabori
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: George Tabori
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: George Tabori
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Oswald Wiener
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Oswald Wiener
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Oswald Wiener
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Zbigniew Herbert
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Zbigniew Herbert
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Zbigniew Herbert
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: K. H. Hödicke
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: K. H. Hödicke
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: K. H. Hödicke
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Costas Tsoclis
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Costas Tsoclis
Z pamiętnika gabinetu dentystycznego: Costas Tsoclis
W studiu RBB COSMO Radio po polsku 5.02.2018 r.
W studiu RBB COSMO Radio po polsku 5.02.2018 r.
Jürgen Tomm und Anatol Gotfryd, Buchhändlerkeller
Jürgen Tomm und Anatol Gotfryd, Buchhändlerkeller