Peenemünde: The Poles and Hitler's miracle weapon - the V2 rocket

V2 rocket on the launch pad at Peenemünde
V2 rocket on the launch pad at Peenemünde

Info

The V2 rocket, Hitler's miracle weapon, was to decide the outcome of World War II. Amongst other things, it was tested at the research institute in Peenemünde, a small Baltic Sea village on the island of Usedom. Polish forced labourers, prisoners from concentration camps and prisoners of war were used. Poles also helped reveal the secret of the Third Reich's miracle weapon by sending information to the British. Thanks to their efforts, Hitler's missile center was bombed.

Location in the atlas of remembrance places

September 1992: Germany is preparing for the second anniversary of reunification on 3rd October. Meanwhile, in the village of Peenemünde on Usedom in Mecklenburg-Western Pomerania, (population scarcely 300), preparations are underway for the 50th anniversary of the successful launch of the V2 rocket (the "V" stands for vengeance weapon), which took place on October 3rd, 1942. The Federal Association of the German Aerospace Industry is aiming to to celebrate this day as the birth of space travel. In doing so, it makes no mention either of the military use of the rockets built at the Usedom research centre during World War II or of the tens of thousands of victims of the air raids, including those in London and Antwerp, during which this weapon was used.

The planned celebrations in Peenemünde trigger off an international scandal. The celebration is called off at the last minute. This is replaced by the start of a long-term debate on the role of science in the service of a totalitarian state. The Army Research Institute on Usedom, in its time one of the largest rocket construction centres in the world, is an obvious example.

The first tests using liquid rocket fuel were carried out in the early 1930s at the Kummersdorf research institute, about 60 kilometres south of Berlin. However, its proximity to the capital made it impossible to expand the test site whilst the Third Reich was aiming to possess an utterly unbeatable weapon. It was therefore decided to relocate the research centre to Peenemünde, a small fishing village on the northernmost tip of the Baltic Sea island of Usedom. Wernher von Braun personally chose the site for the investment. He was not only an ingenious scientist and one of the main designers of the V2 rocket, but also utterly devoted to Hitler's regime. Peenemünde's strategic location seemed ideal for the military test site. At the time the coastline made it possible to follow a rocket's flight for up to 300 kilometres. The village was relocated. In 1936 it was replaced by a military research institute, including an air base and airfield.

In the early years of the research institute scientists, engineers and military personnel had almost unlimited financial means at their disposal. Everything was subordinated to the idea of creating a miracle weapon. The outbreak of World War II gave a great impulse to the work on the rocket. However, the shortage of manpower was becoming increasingly apparent. Thus, there was no alternative but to recruit employees from abroad, even though the project was classified as "top secret". The first forced labourers began to arrive in Peenemünde. They were later joined by prisoners of war and concentration camp inmates, including some from Ravensbrück. Every month the numbers grew more and more. Most of them were Poles and Russians, but there were also French, British, Czech and Dutch citizens. It is estimated that a total of 10,000 to 12,000 forced labourers were employed in Peenemünde.[1]

 

[1]Günther Jikeli (ed.): Raketen und Zwangsarbeit in Peenemünde, Einleitung, Friedrich-Ebert-Stiftung, Schwerin 2014.

Zgodnie z rasistowską doktryną narodowych socjalistów robotnicy z Europy Wschodniej zostają zakwalifikowani do kategorii „podludzi“. Pod groźbą kary, nawet śmierci, nie wolno im nawiązywać kontaktów z ludnością niemiecką. W porównaniu do Brytyjczyków czy Francuzów są znacznie gorzej traktowani, otrzymują mniejsze racje żywnościowe, mieszkają w uboższych barakach. Leon Dropek, który trafił do Peenemünde w lecie 1940 roku wraz z grupą około czterystu Polaków, tak opisuje panujące tu warunki: „Mówiono nam, że przyjechaliśmy tu dobrowolnie, by pracować dla dobra i wsparcia Trzeciej Rzeszy. Przechodzący obok nas Polacy z Łodzi nie napawali optymizmem. Byli źle ubrani, wychudzeni i przygnębieni.“[2]

Dropek wraz innymi robotnikami został początkowo zakwaterowany w obozie dla Niemców pracujących w Peenemünde. „Baraki stały w kształcie litery U, pomalowane na biało, z czerwonymi ramami okiennymi wyglądały jak ozdoby. Były w nich pokoje z ośmioma łożkami, prysznic, łazienka, materace, ogrzewanie. Pościel można było zmieniać każdego dnia. Ta idylla trwała sześć tygodni, potem zostaliśmy przeniesi do obozu dla Polaków. Tu w jednej izbie było 14 mężczyzn, trzykondygnacyjne łóżka piętrowe, stare materace, żadnych poduszek, stare brudne koce, nie było wody, był za to piec na węgiel. Z powodu braku higieny żywcem zżerały nas wszy, pchły i pluskwy. Od czasu do czasu używano tak silnych środków dezynfekujących, że noże, widelce i brzytwy zardzewiały. Po takiej akcji barak zamykano na 24 godziny. Im było wszystko jedno, gdzie nocujemy najważniejsze, żebyśmy następnego dnia stawili się do pracy. Kolejnej nocy praktycznie się zatruliśmy, mieliśmy zawroty głowy i pluliśmy krwią. Po tygodniu pluskwy były z powrotem.“[3] 

O strategicznym znaczeniu ośrodka w Peenemünde świadczy fakt, że jako trzecia miejscowość - po Berlinie i Hamburgu - doczekała się elektrycznej kolei S-Bahn. 15 kwietnia 1943 roku oddano do użytku 106 km torów, z dwunastoma przystankami na dwóch liniach. Każdego dnia wagony w godzinach między 5 rano a 23 dowoziły pracowników z pobliskich miejscowości do ośrodka w Peenemünde. Także tu obowiązywały dyskryminujące dla Polaków zasady. Robotnicy przymusowi mogli korzystać jedynie z ostatniego wagonu. Dyrekcja Niemieckiej Kolei Państwowej (Reichsbahn) wydała nawet osobną „Instrukcję przewozu jeńców wojennych i Polaków“. Przypominała ona m.in. o obowiązku noszenia w widocznym miejscu naszytego na ubraniu fioletowego znaku „P“. Polacy mogli korzystać z kolei jedynie posiadając pisemne pozwolenie miejscowej jednostki policji. W instrukcji zapisano także, że pracownicy pochodzący z innych  krajów, np. Belgowie, Francuzi czy Włosi mogą korzystać z S-Bahnu na takich samych zasadach, co pasażerowie niemieccy.

Rozmach, z jakim zaplanowano budowę ośrodka sprawił, że robotnicy przymusowi byli wykorzystywani do rozmaitych prac. Na Uznamie, począwszy od 1936 roku, w ciągu zaledwie kilku lat powstały m.in. elektrownia, zakład produkcji ciekłego tlenu, lotnisko Luftwaffe wraz z przynależną mu infrastrukturą, dwa porty, rampy do testowania rakiet i stanowiska badawcze, osiedla mieszkaniowe dla naukowców i pracowników cywilnych ośrodka, a także obozy, w których zakwaterowani byli robotnicy przymusowi. W oddalonej od Peenemünde o 7 km miejscowości Karlshagen istniały także dwa obozy koncentracyjne – filie męskich obozów w Ravensbrück.

 

[2]  Materiały archiwalne Muzeum Historyczno-Technicznego w Peenemünde.

[3]  Tamże

Praca robotników przymusowych odbywała się w atmosferze ciągłej kontroli i strachu przed grożącymi za nawet najmniejsze przewinienie surowymi karami. Mimo to, od czasu do czasu, dochodziło do prób opóźniania pracy ośrodka przez polskich robotników. Wśród Polaków i Holendrów zawiązała się też niewielka grupa oporu. Jej spotkania odbywały się u austriackiego katolickiego księdza dr. Karla Lamperta, a także holenderskiego komunisty Johannesa ter Morsche, mieszkającego ze swoją niemiecką żoną w niedalekim Zinnowitz. Obaj przekazywali robotnikom aktualne informacje na temat działań na froncie, pozyskiwane poprzez słuchanie zakazanych programów radiowych. Grupa została jednak zdenuncjowana, a jej członkowie oskarżeni w październiku 1943 roku o zdradę stanu. Więlu z nich skazano na karę śmierci.[4]

Działalność ośrodka w Peenemünde utrzymywana była w największej tajemnicy. Na wyspie obowiązywało kilka pierścieni bezpieczeństwa, dlatego niełatwo było wywieźć stąd jakiekolwiek informacje. Sekretu nie udało się jednak długo utrzymać. Już 19 września 1939 roku brytyjski attaché morski w Oslo otrzymał od anonimowego nadawcy propozycję przekazania cennych wiadomości na temat tajnych projektów zbrojeniowych Trzeciej Rzeszy. By otrzymać szczegóły należało wyznaczonego dnia zmienić nieco zapowiedź wieczornych wiadomości radiowych nadawanych przez BBC w języku niemieckim. Po nadaniu ustalonego sygnału do attaché rzeczywiście dotarł szczegółowy dokument, nazywany odtąd Raportem z Oslo. Zawierał on informacje na temat budowy rakiet, urządzeń rakietowych, systemów radiowych i pomiarów odległości prowadzonych przez Niemców. Po raz pierwszy padła w nim także nazwa Peenemünde.

Mimo niezwykle obszernego zestawienia, raport uznano za niemiecką pułapkę. Brytyjscy eksperci stwierdzili, że jeden człowiek nie może mieć tak szerokiej wiedzy na temat tajnej broni. Nad Uznam wysłano wprawdzie samoloty zwiadowcze, jednak nie odnalazły one doskonale zamaskowanego ośrodka, a technika wykonywania zdjęć lotniczych była wówczas jeszcze bardzo niedoskonała. Brytyjczycy zbagatelizowali więc dokument, który pozostaje do dziś jedną z największych zagadek historii wywiadu. Mimo usilnych wysiłków nie udało się nigdy ustalić, kto był jego autorem.

W następnych latach do brytyjskiego wywiadu docierały jednak od czasu do czasu informacje o nowych rodzajach broni testowanych przez nazistów. Szczególnie przysłużył się do tego wywiad Armii Krajowej, którego agenci sprawdzali wszelkie pogłoski o niezwykłej „Wunderwaffe“ Hitlera. Na przełomie 1942 i 1943 roku do inż. Antoniego Kocjana, szefa wywiadu lotniczego AK, trafia informacja od Polaka wywiezionego na roboty do Królewca, gdzie znajdował się ośrodek szkolenia obsługi wyrzutni rakietowych. Mówi on o niemieckich próbach z nową bronią, prowadzonych na wyspie w okolicach Szczecina. Zdaniem informatora, broń ta ma być użyta do zniszczenia Londynu. Raport o Peenemünde zostaje natychmiast przekazany Brytyjczykom, ci zaś ponownie wysyłają samolot zwiadowczy nad Uznam, który tym razem potwierdza informacje o istnieniu tajnego ośrodka. Ważnych szczegółów dostarcza też inż. Jan Szreder, pseudonim „Furman“, wysłany na wyspę Uznam w 1943 roku przez wywiad AK w charakterze dobrowolnego robotnika. Zatrudnia się on w Świnoujściu za pośrednictwem niemieckiego Urzędu Zatrudnienia jako woźnica i dostarcza żywność dla ośrodka wojskowego. Dotarcie do samego Peenemünde jest dla cywila niemożliwe ze względu na liczne posterunki kontrolne i zasieki. „Furman“ uzyskuje jednak informacje o istnieniu obozów koncentracyjnych, jenieckich i pracy przymusowej, gdzie przebywają tysiące cudzoziemców. Słyszy także, jak Niemcy rozmawiają o wyrzucaniu ze specjalnych wyrzutni „torped powietrznych“, przypominających małe samoloty.[5]

 

[4] „Der Betrieb... kann mit Häftlingen durchgeführt werden. Zwangsarbeit für die Kriegsrakette“, Peenemünder Hefte 3, Historisch-Technisches Museum Peenemünde GmbH, 2009, s. 48

[5] Michał Wojewódzki, Akcja V-1, V-2, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1970, s. 24

Informacje te udaje się potwierdzić i uściślić dzięki współpracującemu z polskim ruchem oporu Augustinowi Trägerowi (pseudonim „Tragarz“), Austriakowi mieszkającemu w Bydgoszczy, który po wybuchu drugiej wojny światowej przyjmuje niemieckie obywatelstwo. Zbieg okoliczności sprawia, że syn „Tragarza“, Roman, wcielony do Wehrmachtu, stacjonuje na wyspie Uznam, niedaleko ośrodka doświadczalnego. Za namową ojca zgadza się on przekazać Polakom informacje na temat Peenemünde, a następnie sam zostaje wywiadowcą AK, przybierając pseudonim „T2-As“.

Relacje Romana Trägera trafiają za pośrednictwem wywiadu lotniczego Armii Krajowej do Londynu, gdzie po długich dyskusjach, 29 czerwca 1943 roku, na posiedzeniu Komitetu Obrony zapada decyzja o zbombardowaniu ośrodka na Uznamie. Zanim samoloty Royal Air Force wylecą jednak z bazy, minie jeszcze półtora miesiąca. Przez ten czas nalot planowany jest w najmniejszych szczegółach. Sir Arthur Harris, marszałek R.A.F. przyznał po wojnie, że „żaden nalot nie był tak dokładnie i pieczołowicie przygotowany“[6] Brytyjczycy postanawiają zmylić czujność Niemców, dlatego atak na Peenemünde został poprzedzony kilkoma nalotami na Berlin. Samoloty R.A.F. nie leciały jednak prosto na stolicę Trzeciej Rzeszy, ale ciągnęły najpierw wzdłuż wybrzeża Bałtyku, przelatując nad Peenemünde i dopiero stamtąd kierując się w kierunku Berlina.

Właściwy atak na wyspę nastąpił w nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 roku. Gigantyczna flotylla, licząca blisko 600 czteromotorowych bombowców zrzuciła w trzech falach na ośrodek i jego okolice 1937 ton bomb.[7] Był to jeden z największych nalotów drugiej wojny światowej. Michał Wojewódzki w książce „Akcja V-1, V-2“ cytuje relacje Polaków, którzy podczas nalotu byli obecni na wyspie. Henryk Skoczylas, który pracował u niemieckiego rolnika w miejscowości Bannemin über Zinnowitz, tak wspomina te chwile: „Co się wówczas działo w Peenemünde i zachodniej części wyspy, trudno doprawdy opisać. Była to koszmarna noc. Wydawało się, że ziemia faluje pod nogami i wyspa lada moment zacznie pękać lub zapadnie się w morze. (…) Nad Peenemünde, w miejscu skąd zazwyczaj wystrzelały w górę dziwne, małe samoloty niemieckie, rozszalało się piekło!“[8]

Straty w ośrodku były ogromne, w gruzach legło 50 z 80 budynków. Mimo to dwie duże hale produkcyjne pozostały niemal nietknięte. Największe zniszczenia dosięgły budynki, w których mieszkali naukowcy. Bomby - na skutek pomyłki brytyjskich pilotów spowodowanej nie najlepszą widocznością - spadły też na baraki obozu robotników przymusowych w pobliskim Trassenheide. Łącznie podczas nalotu zginęło 735 osób, z czego zaledwie 178 należało do niemieckiego sztabu współpracowników. Śmierć poniósł m.in. bliski współpracownik Wernhera von Brauna: dr Walter Thiel. Większość ofiar stanowili jednak więźniowie oraz robotnicy przymusowi – głównie Polacy i Rosjanie. Poważne straty odnotowali również Brytyjczycy, którym niemiecka obrona przeciwlotnicza strąciła 42 samoloty.

 

[6] M. Wojewódzki, Akcja V-1, V-2, s. 110

[7] Tamże, s. 115

[8] Tamże, s. 125

Nalot na Peenemünde sprawił, że start masowej produkcji i użycie „cudownej“ broni Hitlera musiały zostać przesunięte w czasie przynajmniej o kilka miesięcy. Testy rakiet zostały przerwane do początku października, a ich produkcję przeniesiono do podziemnej fabryki Mittelwerk niedaleko Nordhausen w górach Harcu. Wyrzutnia doświadczalna rakiety V-2 została zaś wybudowana we wsi Blizna ok. 50 km na wschód od Rzeszowa, na istniejącym tu poligonie wojsk SS „Heidelager“. W ten sposób znalazła się ona poza zasięgiem brytyjskich i amerykańskich bombowców.

Inwestycją w Bliźnie szybko zainteresowali się agenci AK. Polacy początkowo nie wiedzieli, jaki cel przyświeca nazistom. Wywiadowcy zaobserwowali wzmożony ruch żołnierzy, ich uwagę zwróciły też nowe, dodatkowe zabezpieczenia wokół poligonu. Obóz SS w krótkim czasie znacznie zwiększył swoją liczebność i został obstawiony działami przeciwlotniczymi. Agenci byli też świadkami innych, kuriozalnych scen. O to w wysiedlonej już wcześniej i spalonej wsi robotnicy przymusowi otrzymali zadanie zbudowania z dykty atrap domów, stajni, szop. Przed budynkami wylegiwały się psy z gipsu, można było też znaleźć manekiny udające mieszkańców. Z oddali, a zwłaszcza z góry, miejscowość robiła wrażenie zamieszkanej i miała być zabezpieczeniem pobliskiego poligonu na wypadek ewentualnego nalotu. Pod koniec listopada 1943 roku pod Blizną wznowione zostały testy rakietowe.

Praca wywiadowców AK była bardzo utrudniona. W zbieraniu informacji, a także fragmentów rozbitych rakiet nieocenieni okazali się leśnicy z Leśnictwa Wola Osiecka. Za to ostatnie groziła kara śmierci, o czym Niemcy informowali Polaków w specjalnych ulotkach. Wszystkie dane przekazywane były niezwłocznie kierownictwu Armii Krajowej. Rakiety trafiały do polskich naukowców, którzy w ukryciu prowadzili nad nimi badania.[9] Ich wyniki trafiały zaś do Londynu.

Szybko stało się jednak jasne, że Polakom nie uda się zebrać tak wielu części rakiety, by ją zrekonstruować. Brytyjczycy, obserwując zaś poczynania Niemców, coraz bardziej obawiali się nalotów na swoje miasta z wykorzystaniem nowej broni nazistów. Ponaglali więc kierownictwo AK, by jak najszybciej dostarczyło im szczegółowego opisu technicznego i części składowych rakiety.

W tej sytuacji dowódca Armii Krajowej, generał Tadeusz Bór-Komorowski, wyraził zgodę, by pocisk zdobyć siłą. Ustalono, że stanie się to podczas transportu rakiety koleją. Na miejsce akcji wybrano las między Tarnowem a Brzeskiem. Żołnierze AK mieli unieszkodliwić załogę niemieckiego pociągu i przeładować rakietę za pomocą dźwigu na specjalny samochód. W maju 1944 roku, gdy plan był dopięty w najdrobniejszych szczegółach, nadeszła jednak wiadomość, dzięki której akcja została odwołana. W miejscowości Sarnaki nad Bugiem, w kierunku której wystrzeliwane były rakiety z wyrzutni w Bliźnie, znaleziono niewybuch rakiety V-2.

 

[9] Volkhard Bode, Gerhard Kaiser, Raketenspuren. Peenemünde 1936-1996, Bechtermünz Verlag, Augsburg 1998, s. 80

Winston Churchill, premier Wielkiej Brytanii, tak wspomina w swoich dziennikach to wydarzenie: „Rakiety spadały w oddaleniu wielu mil od siebie. Patrole niemieckie zawsze w szalonym pośpiechu pędziły na miejsce eksplozji i zbierały fragmenty. Pewnego dnia jednak rakieta spadła na brzeg rzeki Bug i nie wybuchła. Polacy dotarli do niej pierwsi, stoczyli ją do rzeki, odczekali aż Niemcy zrezygnują z poszukiwań, potem ją wydobyli i rozebrali pod ochroną ciemności.“[10] Według różnych relacji, do wyciągnięcia rakiety użyto wozów konnych lub traktorów. Rozmontowane części pocisku ukryto w specjalnych skrytkach w trzech samochodach przewożących ziemniaki. Tak trafiły do Warszawy, gdzie wkrótce podjęto decyzję o przekazaniu ich Brytyjczykom.

Fragmenty rakiety miał zabrać z Polski brytyjski samolot w ramach akcji „Most III“. Przedsięwzięcie lądowania samolotu na okupowanych terenach i odprawienia go w drogę powrotną uchodziło za ekstremalnie trudne. Najważniejsze części pocisku ukryto w butlach tlenowych, w których najpierw odcięto dna, a potem je ponownie zespawano. Następnie przewieziono je z Warszawy w okolice Tarnowa. Mimo kilkukrotnych rutynowych kontroli samochodu, naziści nie odkryli ładunku.[11]

Prowizoryczne lądowisko urządzono na Łąkach Przybysławskich na północny zachód od Tarnowa. Zabezpieczało je ponad dwieście osób – oddziały AK i mieszkańcy pobliskich wsi. Start brytyjskiego samolotu opóźniał się ze względu na obfite deszcze i spodziewane trudności podczas lądowania na nieutwardzonym terenie. Wreszcie nadeszła wiadomość, że w nocy z 25 na 26 lipca 1944 roku akcja „Most III“ może się odbyć. Dwumotorowa maszyna „Dakota“ wystartowała z bazy w Brindisi we Włoszech. Na jej pokładzie znajdowali się m.in. wysłannicy polskiego rządu na uchodźctwie, którzy mieli zostać przerzuceni do Polski. W drogę powrotną samolot miał zabrać pięć osób, w tym oficera wywiadu AK, kpt. Jerzego Chmielewskiego, pseudonim „Rafał“. To on był odpowiedzialny za przewiezienie cennego ładunku – fragmentów rakiety V-2.

W pobliżu stacjonowały oddziały niemieckie, dlatego cała akcja musiała być przeprowadzona wyjątkowo sprawnie. Początkowo wszystko przebiegało bez przeszkód. Samolot wylądował i został załadowany w ciągu 15 minut. Problemy zaczęły się podczas startu w drogę powrotną. Mimo trzykrotnych prób, pilotowi nie udało poderwać się samolotu. Koła maszyny ugrzęzły w mokrym gruncie. Zapadła więc decyzja o wysadzeniu załogi wraz z pasażerami i spaleniu maszyny. Kilku AK-owców postanowiło jednak spróbować odkopać koła, podkładając pod nie przyniesione z pobliskiego lasu drewno. Wreszcie silniki nabrały mocy i samolot wystartował. Cała akcja miała trwać od 10 do 15 minut. „Dakota“ przebywała zaś na lądowisku ponad godzinę.[12]

 

[10] Winston Churchill, The secon World War. The Invasion of Italy, wydanie drugie, London 1965, s. 207-208

[11] Portal www.histmag.org, Jakub Ciechanowski, Most III. Operacja, która nie mogła się udać.

[12] M. Wojewódzki, Akcja..., s. 344

Ostatecznie rakiety V-2 zostały użyte przez nazistów podczas drugiej wojny światowej lecz w znacznie mniejszym zakresie niż pierwotnie planowano. W nalotach m.in. na Londyn, Paryż, Maastricht i Antwerpię zginęło od nich łącznie około osiem tysięcy osób. Zbombardowanie ośrodka w Peenemünde i rozpracowanie pocisku przez AK opóźniło jednak ich wprowadzenie do produkcji masowej, a tym samym być może nawet zmieniło bieg historii. Produkowane w pośpiechu pociski często nie wybuchały lub nie osiągały zamierzonego celu. Nadzieje pokładane przez nazistów w „cudownej“ broni nie ziściły się.

Sukcesy Polaków w rozpracowaniu pocisku V-2 nie zostały docenione na arenie międzynarodowej. Po wojnie Brytyjczycy wiele zasług przypisali sobie, w Niemczech zaś przez długi czas panował swoisty kult postaci Wernhera von Brauna, uważanego powszechnie za ojca kosmonautyki. Pracujący w służbie nazizmu naukowiec nie poniósł żadnej odpowiedzialności za stworzenie śmiercionośnej broni. Po kapitulacji Niemiec oddał się w ręce Amerykanów i trafił do Stanów Zjednoczonych, gdzie w 1958 roku został dyrektorem Centrum Lotów Kosmicznych NASA w Alabamie. Stworzył tam rakietę Saturn V, która pozwoliła w 1969 roku Neilowi Armstrongowi wylądować na Księżycu. Dzięki współpracy z Waltem Disneyem i kręconych z nim wspólnie filmach o podboju kosmosu, Wernhera von Brauna pokochały w Ameryce miliony.

Losy Polaków zaangażowanych w rozszyfrowanie tajemnej broni potoczyły się zupełnie inaczej. Oficer wywiadu Jerzy Chmielewski, który przewiózł do Londynu części niewybuchu, po niewyjaśnionym zamachu na jego życie, osiedlił się w Brazylii. Do Polski nigdy nie wrócił. Szef wywiadu lotniczego AK, Antoni Kocjan, został zaś aresztowany przez Gestapo za produkcję granatów i stracony w sierpniu 1944 roku w więzieniu Pawiak w Warszawie.

Monika Stefanek

 

Historię budowy rakiet V-2 dokumentuje Muzeum Historyczno-Techniczne w Peenemünde.

Adres: Im Kraftwerk, 17449 Peenemünde

strona internetowa, także w języku polskim: www.museum-peenemuende.de

 

 

Film:

Na kanwie rozpracowania tajemnicy rakiety V-2 powstał film akcji „Die gefrorenen Blitze“ („Zamrożone błyskawice“) w reżyserii Jánosa Veiczi. W filmie wykorzystano m.in. nagrania archiwalne z czasów drugiej wojny światowej. Obsada: Leon Niemczyk, Alfred Müller, Emil Karewicz, Dietrich Körner, Renate Blume i Ewa Wiśniewska. Produkcja: DEFA-Studio für Spielfilme 1967.

Trailer do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=dKqqOAlnEjg

Media Library on topic

Images

Share

Eng. Antoni Kocjan, chief of the air reconnaissance service of the Polish AK (Home Army).
1. Eng. Antoni Kocjan
Eng. Antoni Kocjan, chief of the air reconnaissance service of the Polish AK (Home Army).
V2 rocket on launch pad in Peenemünde.
2. V2 rocket on launch pad in Peenemünde.
V2 rocket on launch pad in Peenemünde.
Transport of a V2 rocket, Peenemünde, June 1942.
3. Transport of a V2 rocket
Transport of a V2 rocket, Peenemünde, June 1942.
Rocket at a (false) start
4. Rocket at a (false) start
Rocket at a (false) start, Peenemünde, March 1943.
Rocket engineer Wernher von Braun (in civilian clothes)
5. Rocket engineer Wernher von Braun (in civilian clothes)
Wernher von Braun with military. First from left: dr. Walter Dornberger, a close associate of von Braun in the V2 program.
Forced laborer splitting logs
6. Forced laborer splitting logs
Forced laborer splitting logs. Peenemünde, January 1940.
Forced laborers at work
7. Forced laborers at work
Forced laborers at work. Peenemünde, January 1940.
Workers at the wood sorting
8. Workers at the wood sorting
Workers at the wood sorting. Peenemünde.
Soviet forced laborers
9. Soviet forced laborers
Soviet forced laborers. Peenemünde.
German soldiers supervise forced laborers.
10. German soldiers supervise forced laborers
German soldiers supervise forced laborers.
Fragments of the V2 rocket in the Historical Park in Blizna
11. Fragments of the V2 rocket in the Historical Park in Blizna
Fragments of the V2 rocket in the Historical Park in Blizna.
Reconnaissance photo of the research institute Peenemünde
12. Reconnaissance photo of the research institute Peenemünde
Reconnaissance photo of the Royal Air Force of the research institute Peenemünde, 23rd June 1943.
Wernher von Braun at his office, May 1964.
13. WWernher von Braun at his office, 1964
Wernher von Braun at his office in the United States Space Center, May 1964.
Wernher von Braun in front of the "Saturn V" rocket
14. Wernher von Braun in front of the "Saturn V" rocket
Wernher von Braun in front of the "Saturn V" rocket that brought Nils Armstrong to the moon. Space Center in the state of Alabama. Probably in 1969.
Walt Disney and Wernher von Braun
15. Walt Disney and Wernher von Braun
Walt Disney and Wernher von Braun made three educational films about the conquest of space in the 1950s.
US President J.F. Kennedy and Wernher von Braun
16. UUS President J.F. Kennedy and Wernher von Braun
The President of the United States, J.F. Kennedy, in conversation with Wernher von Braun, May 1963.
Karlshagen after the British air raid
17. Karlshagen after the British air raid
Housing estate in Karlshagen near Peenemünde after the British air raid. Here lived the scientists involved in the rocket tests.
Replica of the V2 rocke
18. Replica of the V2 rocke
Replica of the V2 rocket in Peenemünde. The original is located at the Fort Bliss base in Texas, where the engineer, Wernher von Braun, was employed.
Historical-Technical Museum Peenemünde
19. Historical-Technical Museum Peenemünde
Former terrain of the Army Research Institute and the Peenemünde power plant. Today Historical-Technical Museum.
Clothes and objects of forced laborers in Peenemünde
20. Clothes and objects of forced laborers in Peenemünde
Clothes and objects of forced laborers in Peenemünde.
Exhibition in Peenemünde
21. Exhibition in Peenemünde
Exhibition on the history of the V2 rocket at the Historical-Technical Museum Peenemünde (display boards).
Historic warning signs
22. Historic warning signs
Warning signs from the time of the Army Research Institute on Usedom.
Historical-Technical Museum Peenemünde
23. Historical-Technical Museum Peenemünde
Main building of the Historical-Technical Museum Peenemünde.