„Wiele rzeczy wciąż jest nie tak”. Wywiad z Holgerem Schlageterem, autorem książki „Pod niemieckimi łóżkami. Zapiski polskiej sprzątaczki”

Holger Schlageter, Foto: Paul Schirnhofer, 2020
Holger Schlageter

Porta Polonica: W 2011 roku miał Pan na koncie już wiele różnych publikacji, w tym poradniki „Das Geheimnis gelassener Erziehung” („Sekret spokojnego wychowania”) czy „Führen mit Zielen” („Kierowanie z celami”). Jest Pan doktorem teologii, ukończył Pan studia psychologiczne. Skąd zainteresowanie polskimi sprzątaczkami?

Holger Schlageter: Temat ten został mi niejako podany na tacy. Kilkoro moich znajomych zatrudniało wówczas polskie sprzątaczki i wielokrotnie miałem okazję z nimi rozmawiać. Szybko zorientowałem się, że mają dużo do opowiedzenia. I że ich historie powinny dotrzeć do szerszego grona odbiorców i odbiorczyń.

PP: Co chce Pan przez to powiedzieć?

HS: Proszę sobie to wyobrazić: człowiek przyjeżdża do kraju, który zna tylko z opowieści, prawie nie znając języka i kultury, i podejmuje pracę w czyimś prywatnym domu bez żadnej wiążącej umowy. To już bardzo wiele mówi.

PP: Na przykład co?

HS: Sprzątaczki to bez wątpienia osoby o wysokiej etyce zawodowej, odważne, ciekawe świata, otwarte na ludzi i gotowe wziąć sprawy w swoje ręce. Mimo to miały w ówczesnych Niemczech bardzo niski status społeczny. Sprzątanie uchodziło za pracę dla osób niewykwalifikowanych, status prawny takiej pracy często był niejasny, do tego dochodziły bariery językowe i różnice w mentalności. Wszystko to rodziło napięcia, a część niemieckich pracodawców i pracodawczyń nie pokazywała się w tej sytuacji z najlepszej strony. Sprzątaczki, z którymi rozmawiałem, nieraz spotykały się z uprzedzeniami, traktowaniem z góry, bezczelnością, ale też i nadmierną poufałością. Zdarzały się jednak i sytuacje wręcz przeciwne, gdy natrafiały na przyjazne, pomocne osoby. No cóż, bądź co bądź wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.

PP: Ale co konkretnie zainspirowało Pana tak bardzo, że postanowił Pan napisać o tym całą książkę?

HS: Po pierwsze interesowały mnie kwestie „sprawiedliwości społecznej”. Po drugie, jako psycholog dostrzegłem w tym temacie ogromny potencjał: oto sprzątaczka, osoba o rzekomo niższym statusie społecznym, konfrontuje społeczeństwo niemieckie z jego grzeszkami. To była fantastyczna perspektywa, wtedy jeszcze niewiele pisano na ten temat.

PP: Jak podszedł Pan do pisania książki?

HS: Prowadziłem wiele wywiadów, zbierałem anegdoty i informacje. Miałem wśród sprzątaczek swoją „główną informatorkę”, która opowiadała mi nie tylko własne przeżycia, ale też historie swoich koleżanek. Książkę zdecydowałem się wydać pod pseudonimem, żeby narracja wydawała się żywsza i bardziej bezpośrednia. Ponadto wybrałem prosty, pełen humoru ton, aby dotrzeć do jak najszerszego grona czytelników i czytelniczek. Nie chciałem moralizować, tylko dać głos naprawdę typowej polskiej sprzątaczce.

PP: Czym kierował się Pan, tworząc postać „Justyny Polanskiej”?

HS: Jest w dużej mierze oparta na mojej „głównej informatorce”. Ma cięty język, jest energiczna, zaprawiona w bojach, dokonuje bardzo trafnych obserwacji i niczego nie bierze do siebie. Mimo to „Justyna” jest postacią fikcyjną. Wystarczy zwrócić uwagę na jej język – polskie sprzątaczki zupełnie inaczej mówiły po niemiecku. 

PP: Czy z dzisiejszej perspektywy nie było to przywłaszczenie kulturowe? Bądź co bądź zarobił Pan pieniądze na temacie, który wcale Pana nie dotyczy.

HS: Oczywiście, rozumiem ten zarzut. Wszelkimi dochodami z książki podzieliłem się po równo z moją „informatorką”, która posłużyła mi za wzór „Justyny”. Podobnie jak wiele sprzątaczek, ona sama nie byłaby w stanie napisać takiej książki, pewnie nawet nie przyszłoby jej to do głowy. A ja nie mógłbym jej napisać, gdyby nie sprzątaczki takie jak ona. Moim zdaniem była to więc sytuacja korzystna dla obu stron, a nie kolejny przykład wyzysku. 

PP: Jak przyjęły Pana książkę polskie sprzątaczki?

HS: Bardzo, bardzo pozytywnie. Wiele z nich niesamowicie się cieszyło, że mogą ją przeczytać i pokazać rodzinie i znajomym. Mówiły mi też, że są dumne i wdzięczne. Ich reakcje były fenomenalne. 

PP: Czy wśród ogółu społeczeństwa książka też przyjęła się tak dobrze?

HS: Owszem. Ukazała się we właściwym momencie i trafiła w czuły punkt. Zarówno w Niemczech, jak i w Polsce spotkałem się z dużą aprobatą i bardzo pozytywnym odbiorem. Nawet w mediach społecznościowych około 80 % komentarzy było pozytywnych. Pozostałe 20 % było raczej w stylu: „Czego się czepiają te zamiataczki, jak im się tu nie podoba, to niech spadają do Polski”. Niestety, takich reakcji należało się spodziewać. To żywe przykłady dokładnie takich ciasnych umysłów, jakie opisałem w książce. 

PP: Ile z tego, co jest opisane w książce, sam Pan wymyślił?

HS: Może ze 30 %. Ale większości z tego nie zmyśliłem całkowicie, tylko podkoloryzowałem zebrane uprzednio historie, żeby lepiej się czytały. Przyznam jednak, że prolog jest całkowicie zmyślony. Taka mocna uwertura na wejście.

PP: Książka cieszyła się tak ogromnym powodzeniem, że rok później wydał Pan kontynuację. 

HS: Tak, pod tytułem „Nicht ganz sauber. Eine polnische Putzfrau räumt auf” („Nie do końca czysto. Polska sprzątaczka robi porządki”). A w 2017 roku do kin weszła ekranizacja „Pod niemieckimi łóżkami” z Magdaleną Boczarską w roli „Justyny” u boku Veroniki Ferres i Heinera Lauterbacha. Miałem okazję pracować nad scenariuszem jako konsultant, to było dla mnie nowe i niezwykle ciekawe doświadczenie. Z perspektywy czasu cieszę się, że ta książka dotarła na szczyt listy bestsellerów nie tylko w Niemczech, ale też w Polsce. W innych europejskich krajach zresztą też została dobrze przyjęta. Jestem wdzięczny, że mogłem czegoś takiego doświadczyć.

PP: Czy Pana książki przyczyniły się też do debaty na temat sytuacji cudzoziemców i cudzoziemek w sektorze niskich płac? 

HS: Owszem. W Niemczech „Justyna” była ważnym przyczynkiem do ówczesnej dyskusji o płacy minimalnej. W Polsce natomiast zaczęło się więcej mówić o ukraińskich sprzątaczkach, które wówczas pracowały tam w bardzo podobnych warunkach. Zresztą moja „główna informatorka” pomogła spopularyzować temat, występując w niemieckich, a zwłaszcza w polskich talk-show – w peruce i okularach przeciwsłonecznych.

PP: Jak ocenia Pan obecną sytuację polskich sprzątaczek w Niemczech?

HS: Po pierwsze, zmieniła się sytuacja w samej Polsce. Polska jest członkiem Unii Europejskiej, ma o wiele lepsze perspektywy, a ludzie są świadomi swojej wartości. Teraz w Niemczech pracują głównie sprzątacze i sprzątaczki innych narodowości. Mimo to nadal zbyt mało z nich jest oficjalnie zatrudnionych. Zdecydowana większość wciąż pracuje „na czarno”, czyli jest de facto pozbawiona praw. Zresztą to nie jedyna branża, o której powinno się mówić o wiele więcej. To samo dotyczy dostawców i dostawczyń jedzenia czy opiekunów i opiekunek osób starszych, którymi często są właśnie osoby z zagranicy. Niestety, trzeba co i raz przypominać ludziom o tym, że pod pewnymi względami nadal źle się dzieje. Jestem wprawdzie optymistą i skupiam się na możliwościach, nie na barierach – ale chcę też podkreślić, że wiele rzeczy wciąż jest nie tak.

PP: Czy planuje Pan wydać kolejną książkę?

HS: Wydałem dziesięć książek w ciągu dziesięciu lat i prawdę mówiąc odnoszę wrażenie, że nie mam już zbyt wiele do powiedzenia. Zwłaszcza że obecnie całkowicie pochłania mnie kierowanie Instytutem Schlagetera. Jeśli jednak kiedyś natknę się na temat, który zainspiruje mnie tak bardzo jak wówczas „Justyna”, to z pewnością nie będę się opierał. 

 

Wywiad dla Porta Polonica przeprowadził Anselm Neft w styczniu 2025 r.

 

Mediateka
  • Holger Schlageter

    2020 r.
  • Justyna Polanska: Unter deutschen Betten. Eine polnische Putzfrau packt aus, München 2011

    Okładka książki
  • Justyna Polanska: Pod niemieckimi łóżkami. Zapiski polskiej sprzątaczki, Warszawa 2012

    Okładka książki (wersja polska, tłumaczenie: Aldona Zaniewska)
  • Justyna Polanska: Nicht ganz sauber. Eine polnische Putzfrau räumt auf, München 2012

    Okładka książki
  • Unter deutschen Betten. Eine polnische Putzfrau packt aus (reż. Jan Fehse, 2017)

    Plakat filmowy